Strona Główna : Newsy : Biografia : Dyskografia : Zespół : Zdjęcia
Downloads : MP3 : Video : Management : Koncerty : Linki
Necropolis
Necropolis


 «Thrash'em All 2/2001

Pracoholicy death metalu

Czy muszę coś dodawać? Chyba nie, wszak VADER to VADER i żadnych przedstawień historii zespołu w tym miejscu nie znajdziecie. Zapraszam na kolejny "wywiad - rzekę" z Peterem, z którego, jak sądzę, dowiecie się nie tylko wszystkiego o ich najnowszym wydawnictwie, czyli "Reign Forever World", ale i o wielu innych, mniej lub bardziej problematycznych kwestiach.


-Po pierwsze chciałbym ci pogratulować "Reign Forever World". Jak to się stało, że nagle postanowiliście zagrać wolniej, ciężej i jakby więcej niż na "Litany"? Czyżbyście odczuli lekki przesyt dwuminutowymi eksplozjami szybkości?

Cieszę się, że podoba ci się nasze nowe dziełko, jednak chyba o żadnym przesycie nie mogło być w tym przypadku mowy. Takich rzeczy właściwie nikt nie planuje. Stworzyliśmy ten materiał jak najzupełniej naturalnie, spontanicznie, pod wpływem emocji płynących z czystej potrzeby kreacji czegoś nowego. Pierwsza rzecz, która od razu nasuwa się na myśl, po wysłuchaniu tego materiału, że są to na pewno numery VADER. Mamy już wypracowaną formułę brzmieniową, której staramy się trzymać, jednocześnie za każdym razem, wzbogacając ją o jakieś nowe elementy. W pewnym sensie trzy nowe kompozycje składające się na tą "właściwą" część "Reign Forever World" przypominają nieco nasze wczesne produkcje, takie jak na przykład "De Profundis", chociaż i one są niejako przefiltrowane przez nasze późniejsze pomysły i doświadczenia. Nowe kawałki powstały już jakiś czas po wydaniu "Litany", a że są one tylko trzy, mieliśmy więcej niż normalnie czasu, aby je dopracować i nadać im jakby nowego wymiaru, innego kształtu w odróżnieniu od tego co znalazło się na naszej czwartej dużej płycie. Powiedziałeś, że tym razem pograliśmy więcej, jednakże naszym zamiarem wcale nie jest robienie muzyki zawiłej, na siłę skomplikowanej, gdyż uważamy, że to do nikąd nie prowadzi. Nie zarzekam się faktu, że rzeczywiście "Litany" jako całość robiła wrażenie płyty bardzo prostej, intensywnej, wręcz grindowej, jednak tym bardziej jestem zadowolony, że na "Reign..." pokazaliśmy się z trochę innej strony, zaprezentowaliśmy coś nowego, chociaż głęboko osadzonego w tradycji naszego zespołu.

-Czy wspomniane nowe utwory na "Reign Forever World" można traktować jako swoisty wyznacznik przyszłego kierunku jaki obierze VADER?

Po pierwsze, nie sądzę, żeby takie spekulacje miały obecnie jakikolwiek sens, ponieważ jeszcze nie myślimy nad kolejną płytą i ciężko mi choćby w przybliżeniu stwierdzić jaka ona będzie. W zasadzie żadna płyta wydawana przez nas po pełnym krążku nie była wyznacznikiem tego, co przygotowywaliśmy później na następnych albumach. Jak na razie, reakcje ludzi mających sposobność posłuchania tego materiału są naprawdę pozytywne, co na pewno daje mi do myślenia, ale jednocześnie na pewno nie przesądzi o kształcie następnej płyty. Wracając do "Reign...", za duży plus tego wydawnictwa uważam to, że chociaż z samego założenia jest to mini album, zawiera naprawdę sporo muzyki. Są nowe utwory, nie wydane dotąd poza Japonią pozostałości z sesji "Litany", parę coverów, numery koncertowe, co w efekcie, jak sądzę daje naprawdę wartościową całość. Kiedy pracowaliśmy w studio, dostaliśmy od Avantgarde propozycję nagrania numeru na płycie w hołdzie MAYHEM. Przyjęliśmy ich ofertę i to również niejako zdopingowało nas, żebyśmy przyłożyli się do tych pozostałych rzeczy, mam tu przede wszystkim na myśli resztę coverów i w ten sposób płyta rozrosła się do ponad 30 minut.

-Powiedziałeś o coverach. Co kierowało wyborem kawałków, które chcieliście przerobić? Niektórzy są oburzeni, że taki zespół jak VADER może nagrywać utwór MAYHEM!

Zaczynając od utworów JUDAS PRIEST i DESTRUCTION myślę, że powinny się one znaleźć już na "Future Of The Past", jednak wtedy, z przyczyn przede wszystkim czasowych i finansowych, nie dane nam było tego zrobić. To taki nasz ukłon w stronę lat 80-tych, które muzycznie ukształtowały ostatecznie nasze gusta i te zespoły niewątpliwie miały na nas również duży wpływ. Z "Freezing Moon" była trochę inna historia. Zrobiliśmy ten utwór na zamówienie, co nie znaczy wcale, że go nie czuliśmy, lub nie mieliśmy ochoty się z nim zmierzyć. Teraz wiem, że było warto, ponieważ wszyscy, którzy słyszeli go zaraz po nagraniu, stwierdzili, że musimy go koniecznie umieścić na własnej płycie! W tej chwili wokół MAYHEM narastają jakieś różne emocje, a ja pamiętam ten zespół z zupełnie innych czasów, kiedy jeszcze korespondowałem z Euro czy Deadem. Uważam, że choć nasze historie potoczyły się zupełnie inaczej, jest to mi zespół w jakimś tam stopniu bliski, zwłaszcza ze względu na tą wspomnianą przed chwilą historię, na początki, które zarówno w naszym jak i ich przypadku, wyglądały przecież dość podobnie. To ludzie tworzą pewne mity, sensacje. Ci sami ludzie mówiąc o MAYHEM, wspominają tylko zabójstwa i inne wiadome sprawy, a historia tego zespołu jest znacznie dłuższa i bogatsza. Bez wątpienia, Norwegowie należeli do grona tych, którzy budowali podziemie ekstremalnej muzyki w Europie i za to należy im się hołd. Ktoś później na grobach Euro i Deada zbudował cały biznes, ale ja wolę już o tym nie pamiętać i chociaż hołduję tym starszym czasom, zdecydowaliśmy się na numer z "De Mysteriis...", bo ta płyta MAYHEM jest mi zdecydowanie najbliższa. Miałem sporo ich wcześniejszych nagrań, bo ktoś tam zdobywał niemal cudem ich płyty, pamiętam, że ludzie z Białegostoku często jeździli do nich do Norwegii, ale album, który został wydany po śmierci Euronymousa, choć z jego udziałem, najbardziej trafił w moje gusta.

-Powiedz mi dlaczego numer "Carnal", choć znany ze swego koncertowego wykonania na "Live In Japan" ponownie trafił na "Reign Forever World"?

Pierwotnie było takie założenie, że na japońską edycję tej płyty trafi cover MAYHEM, jednak jak już ci wspominałem, kiedy już go nagraliśmy, wszyscy zapałali żądzą umieszczenia tej kompozycji na regularnym wydaniu. Musieliśmy zatem dać Japończykom coś innego. Wybór padł na dwa koncertowe utwory : "North" i "Forwards To Die!' zarejestrowane podczas ubiegłorocznego Thrash'em All Festiwal. Z tego co wiem, taką decyzję podjął Mariusz, a była ona podyktowana tym, że Japończycy nie chcieli ponownie "Carnal" dokładnie z tego powodu, o którym wspomniałeś! Wersję płyty dla reszty świata, przygotowaliśmy zatem z tym utworem i "Creatures Of Light And Darkness". Zwróć jednak uwagę, jaka reakcja towarzyszy "Carnal". Ten numer stał się naszym swoistym szlagierem, zawsze ludzie niezwykle spontanicznie reagują kiedy go wykonujemy i to, że znajduje się na tej płycie jest także czymś w rodzaju ukłonu w stronę naszych najwierniejszych, polskich fanów i wszystkich tych, którzy wspierają polską scenę, przybywając na Thrash'em All Festiwal.

-Czy po tych wszystkich trasach, wywiadach, promowaniu VADER na niemal każdym możliwie froncie, zmęczenie nie odbiera ci radości, z tego co robisz?

Oczywiście, że często czuję się zmęczony, z tego prostego powodu, że jestem człowiekiem. Nie mogę jednak złorzeczyć, czy też użalać się nad sobą, bo dokładnie takiego życia sobie życzyłem. Marzyłem o tym wszystkim co mnie spotkało. Zawsze chciałem poświęcić się w stu procentach muzyce. Teraz, z perspektywy minionego czasu, zdaję sobie sprawę, że jest to niełatwe życie. Kiedy w domu jesteś parę tygodni w roku, zaczynasz dotkliwie odczuwać cenę, którą musisz płacić. Wszystko jednak w życiu kosztuje. Death metal należy poza tym do takiego gatunku muzyki, że aby odnieść w jego ramach jakiś wymierny sukces, trzeba naprawdę bardzo wiele poświęcić i wielu rzeczy się wyrzec. Jak mogę próbuję sobie wygospodarować trochę wolnego czasu, ale paradoksalnie ma to miejsce zazwyczaj podczas tras, kiedy pochłaniam na przykład duże ilości książek, na które kiedy indziej nie mam po prostu czasu. Będąc w domu, spędzam niemal każdą wolną chwilę z rodziną, a poza tym i tak nie mogę patrzeć w stronę gitary (śmiech). Pomimo to, często zmuszony jestem poświęcić czas przeznaczony na zasłużony relaks i regenerację sił, na rzecz zespołu. Odpowiadam na wywiady, odpisuję na tony zaległej korespondencji i tak dalej. Sukces, który osiągnął VADER okupujemy wszyscy bardzo ciężką pracą i cieszyłbym się, żeby co po niektórzy zaczęli to wreszcie dostrzegać.

-Jednak do największych zalet takiego życia należą na pewno znajomości, które miałeś okazję zawrzeć z muzykami mnóstwa zespołów. Czy któreś z nich przeradzają się w jakąś trwalszą przyjaźń?

Tak, oczywiście i muszę ci powiedzieć, że czuję ze swojej strony ogromny żal, że nie mam takich możliwości ani finansowych, ani czasowych by te wszystkie znajomości podtrzymywać. Bardziej trwałe przyjaźnie zawiązują się podczas dłuższych tras koncertowych. Przykro mi, jak podchodzą do mnie ludzie, których kojarzę tylko z widzenia i mówią mi, że cieszą się ze spotkania, bo kiedyś tam graliśmy z nimi dwa koncerty. A ja niestety często nie wiem kim oni są! Nie wynika to z mojej ignorancji czy bufoństwa, ale zespołów z którymi graliśmy, ludzi których spotkaliśmy, było przez te lata tak wiele, że mam prawo ich wszystkich nie pamiętać. Kiedy jednak jeździsz z kimś przez miesiąc jednym autobusem, grasz co wieczór na tych samych deskach, na pewno pojawia się więź która łączy na dłużej. Przeżywasz z tymi ludźmi miłe chwile, rozmawiasz w wolnym czasie o domu, o rodzinie i jest naprawdę miło, jeżeli odnajdziesz gdzieś bratnią duszę. Muzyka nie jest tyrą i nie powinno się jej tak odbierać, bo gdzieś rzeczywiście może zaniknąć radość z jej wykonywania. My jako zespół promujemy raczej przyjaźń niż jakieś chore waśnie i zawiść na scenie, zwłaszcza, że tak naprawdę wszyscy ją tworzymy i powinniśmy wspierać się w działaniach, aby była jeszcze mocniejsza i bardziej skonsolidowana. Przyjaźnie między zespołami muszą istnieć i nie wyobrażam sobie nawet, aby mogło być inaczej. Moja pamięć operacyjna jest za mała, aby zrozumieć inny stan rzeczy (śmiech). Tak więc, nawet w tym miejscu chciałbym powiedzieć, że chwała i pokłon z naszej strony w kierunku tych wszystkich którzy grają, lub w jakikolwiek inny sposób wspierają scenę metalową! Wracając do twojego pytania, na pewno mocniejsze więzy łączą nas między innymi z muzykami MORBID ANGEL, MALEVOLENT CREATION, KRABATHOR. Zawsze kiedy się spotkamy, następuje wylewne powitanie, klepanie po plecach, jakieś piwo albo pięć... Bardzo sympatyczni są również kolesie z DYING FETUS, CRYPTOPSY. Och, za dużo tych nazw, aby je tutaj wszystkie wymienić.

-Przyznam, że bardzo podoba mi się stylistyka nowych tekstów VADER. Nie zabrakło w nich takich sformułowań jak "The End of the Nazarene has come" czy "Smash the face of God", których dawno już w waszych lirykach nie można było uświadczyć. Zauważyłem, że ostatnio, w ogóle panuje taka tendencja do mniej bezpośrednich tekstów, co zupełnie inaczej wyglądało np. w początkach lat 90-tych, kiedy death metal eksplodował...

Myślę, że to bardzo trafna uwaga, ponieważ rzeczywiście chcieliśmy tym razem użyć tekstów o bardziej rebelianckim, bezpośrednim wyrazie i dlatego wykorzystaliśmy stare teksty Łukasza Szurmińskiego, które pisał mając po 17-18 lat. Teraz wciąż jest on młodym człowiekiem, ale na pewno jego światopogląd stał się bogatszy, ewoluował, co nie znaczy, że się drastycznie zmienił. Można tutaj mówić jedynie o osiągnięciu pewnej duchowej dojrzałości. Ja także przypominam sobie jakim człowiekiem byłem kiedy pisaliśmy z Pawłem Wasilewskim takie teksty jak 'The Wrath", "The Crucified Ones", czy "The Final Massacre". Porównaj to, choćby ze sposobem w jaki Paweł napisał później "Carnal" czy "Beast Raping". Po prostu dorastając zaczynasz inaczej pojmować świat, w inny sposób formułować myśli. Mam coraz więcej lat, nie jestem już, jak to się mówi po angielsku, 20 lat stary, ale ten nastrój pewnej duchowej rebelii wciąż we mnie tkwi. Można nawet powiedzieć, że zarówno tekstowo jak i muzycznie "Reign..." jest takim lekkim nawiązaniem do czasów "The Ultimate..." czy "De Profundis".

-Jak myślisz, czy istnieje jakaś rzeczywista potrzeba aby VADER był obecny w tak "metalowych" mediach jak VIVA, czy TV4? Czy taka forma promocji przynosi w ogóle jakiś skutek, czy nie jest skierowana w próżnię?

Raczej nie zastanawiam się czy to jest potrzebne, czy też nie. Jeżeli tylko istnieje taka możliwość aby nakręcić jakiś krótki program dla potrzeb telewizji, czy wystąpić w jakiejś radiostacji, nie widzę realnych powodów aby tego nie zrobić, zwłaszcza jeżeli nikt nie nakazuje nam co mamy mówić i jak się zachowywać. Myślę, że warto docenić fakt, że ktoś w tych wszystkich medialnych instytucjach, ma na tyle odwagi, aby poświęcić nam choćby kilka minut swojej ramówki. Nie zawsze, jak wiadomo są to wywiady na poziomie, lub z osobami, które wiedzą o co chodzi w naszej muzyce, ale jeżeli ktoś włączy kiedyś TV i posłucha co mamy do powiedzenia i stwierdzi, że jest przyjemnie zaskoczony, bo zawsze myślał, że ten VADER to jakieś diabły wcielone, to jest to na pewno pozytywny aspekt całej sprawy. Druga rzecz, to praktycznie całkowity brak w Polsce programów telewizyjnych poświęconych muzyce metalowej. Odkąd z anteny został zdjęty Bunkier VJ Jerry'ego, nie ma komu wypełnić powstałej luki. Był to program robiony profesjonalnie, przez ludzi znających się na tej muzyce, tak więc tym wielka szkoda, że już go nie ma.

-Czy zgodzisz się ze mną, że w Polsce daje się obecnie słyszeć opinie, że zdaniem niektórych VADERA jest za dużo? Że za dużo gracie, wydajecie... Jak to się ma do tego "głodu" waszej muzyki, który kiedyś panował? Wielu z utęsknieniem czekało na pierwszą płytę, a teraz... Jak oceniasz to zjawisko? Czysta ludzka zawiść?

Chyba nie można tego inaczej nazwać. Pamiętam czasy, kiedy VADER był zespołem bardzo oczekiwanym przez ludzi. Domagano się wręcz naszej muzyki. Słyszałem wówczas zewsząd : "Peter, macie takie fajne demówki, kiedy wreszcie wydacie płytę?" Niektórzy już zaczęli kręcić z niezadowoleniem nosami, kiedy udało nam się to w końcu, po wielu problemach osiągnąć. Chyba nigdy nie ma takiej sytuacji, że wszystkim można dogodzić, że wszyscy będą zadowoleni. Pewni ludzie mają w swojej naturze takie wrodzone narzekanie, malkontenctwo. A my kierujemy naszą muzykę do tych ludzi, którzy tego chcą, nie wpychamy się tam gdzie nas nie proszą. Przypuszczam, że tym, którym VADER nie jest obojętny, sprawia przyjemność, że możemy często koncertować, że coraz bardziej regularnie wydajemy kolejne płyty. Kiedyś nie było nawet takich możliwości. Jak ktoś nie był w "układach", nie można było nawet wynająć studia, co dzisiaj wydaje się być nierealne. Koncertów także było jak na lekarstwo i to, że wreszcie się to zmienia, powinno tylko cieszyć. Ja także jestem fanem muzyki i chciałbym, żeby dajmy na to SLAYER wydawał płyty rokrocznie i na pewno bym tego faktu nie żałował (śmiech). Sprawą niezwykle istotną jest jednak w tym przypadku, absurdalnie wysoki poziom cen płyt w naszym kraju. To na pewno jest duży problem, bo gdy ktoś odłoży sobie na jakąś płytę, idzie do sklepu i ma dylemat, czy kupić sobie nowe DIMMU BORGIR, nowy MORBID ANGEL, czy może nowego VADERA, to na pewno szlag go trafia, że nie może sobie pozwolić na wszystkie te płyty. W Niemczech normalna jest sytuacja, że człowiek idzie do sklepu muzycznego i kupuje sobie siedem płyt. U nas wciąż jest to nie do pomyślenia. Często dochodzą do mnie sygnały, że naszymi działaniami kieruje już tylko chęć zysku, nachapania się. Jest to absurd, chociaż zespół to w tej chwili jedyna rzecz, która utrzymuje nas przy życiu i nie powiem, że nie interesują mnie pieniądze. Mnie za darmo nikt nic nie daje, a że z grania nie płyną wcale duże pieniądze, to już chyba niektórym, nie zdołam nigdy przetłumaczyć.

-A czy zdołasz wytłumaczyć, dlaczego skusiłeś się na gościnny występ na płycie popowej grupy KARMACOMA?

O rany, nie wiem czy tu cokolwiek jest sens tłumaczyć (W tej chwili przestraszyłem się, że Peter wyrzuci swój telefon do morza - red.). Kiedyś myślałem, że nie ma nic złego, że ktoś nagrywa płytę, ty odwiedzasz go w studio i spontanicznie dodajesz coś od siebie. Okazało się że zrobiła się z tego wielka afera, że komu jak komu, ale mnie robić takich rzeczy absolutnie nie wypada. Dziwi mnie to tym bardziej, że cała sprawa toczy się wokół paru zdań, które wypowiedziałem niskim głosem i które zostały zarejestrowane. Rozumiem gdybym piał jakimiś sopranami, ale tak? Poza tym, nie wziąłem za to żadnych pieniędzy, więc także pod tym względem czuję się zupełnie czysto. Myślę, że ludzie, którzy koncentrują się na takich "problemach" powinni raczej skupić się na sobie lub czymkolwiek innym.

-Jak z perspektywy czasu oceniasz okres kiedy Doc był zmuszony opuścić VADER? Czy czułeś wtedy, że możesz stracić bliskiego przyjaciela?

Nie wiem, czy on traktuje mnie jako swojego przyjaciela, ale ja jego na pewno tak i tym bardziej bolesne było dla mnie jego postępujące uzależnienie od narkotyków. Myślę, że to co ostatnio razem przeszliśmy, to co osiągnęliśmy, dużo dało mu do myślenia. Przekonał się ile jest wart, nie tylko dla siebie, ale i dla ludzi, którzy podziwiają go, szanują za jego niezwykły talent. Nie chciałbym, żeby roztrwonił to wszystko w tak durny sposób. Gramy razem od 1988 roku, dobrze się znamy i ciężko przeżyłem jego lekkomyślność. Ostatnio rozmawialiśmy na ten temat i mam nadzieję, że to wszystko jest już poza nami, poza nim. Ja nigdy nie byłem uzależniony od żadnych substancji, więc nie jestem być może odpowiednią osobą aby wypowiadać się na ten temat, ale myślę, że mogę wierzyć w jego, wierzyć w jego mądrość życiową, jego inteligencję. Cały czas ściska mnie w dołku kiedy o tym myślę, ale nadzieja, że wszystko będzie już w porządku, pozwala mi na śmiałe patrzenie w przyszłość.

-Czy twoje pozamuzyczne fascynacje nie są przyczynkiem jakichś niewybrednych żartów wśród znajomych?

Na pewno tak, ale raczej w takiej sympatycznej formie. Nawet Mariusz jak mnie widzi, zawsze mówi "Cześć, generale!" (śmiech). Odkąd pamiętam, byłem fascynatem wszystkiego co ma jakiś związek z drugą wojną światową, co nie przeszkadza mi w zdecydowanym negowaniu samych wojen, jako takich. Zawsze byłem przeciwny podobnemu rozwiązywaniu konfliktów międzyludzkich, bo wszystkim wiadomo, jak potwornymi kosztami i tragediami były one okupywane. Ostatnio stwierdziłem jednak, że nawet taka pasja, zwykłe zainteresowanie może być źródłem poważnych kłopotów, niedomówień i zdecydowanie zamierzam odciąć VADER od podobnej tematyki. Nie chciałbym, żeby ktoś mógł uważać nas za zespół neofaszystowski czy coś w tym rodzaju, a wiadomo, że chorych ludzi wśród nas nie brakuje. Nie tak dawno, miałem bardzo niemiłą okazję doświadczenia podobnej nietolerancji i ludzkiej głupoty na własnej skórze. Miało to miejsce na granicy austriackiej, gdzie zmuszony byłem zapłacić dość wysoki mandat za noszenie krzyża żelaznego na szyi, gdyż mała swastyka, która się wewnątrz niego znajduje, jest w Austrii, jak i w Niemczech uważana za symbol zbrodniczych organizacji, chociaż nawet nie one go wymyśliły! Nie pomogły żadne tłumaczenia, przekonywania, pokazywanie książek które kolekcjonuję... To potwierdza tylko moją tezę, że ludzie wciąż myślą symbolami, są kształtowani przez symbole i to na pewno dość przykra konkluzja.

-Odchodząc trochę od tych przykrych tematów, zapytam cię czy myślałeś kiedyś o wzbogaceniu scenografii waszych koncertów? Nie chcę być złośliwy, ale czy wjazd czołgu na scenę nie był bardziej efektowny niż zwykła szmata z logiem kapeli za perkusją?

Zawsze marzyłem o tym, aby nasze koncerty były jak najbardziej spektakularne, efektowne, ale niestety wymaga to ogromnych nakładów finansowych. Na show może pozwolić sobie CRADLE OF FILTH, ale niestety nie my. Kiedy oglądam na video stare koncerty np. JUDAS PRIEST, zawsze imponował mi ten cały rozmach, gra świateł, wysięgniki, wszystko to co składało się na widowisko, które wspaniale dopełniało muzykę. W tej chwili nie wypada wyjść w gaciach i po prostu zagrać. Może kiedyś uda nam się znaleźć środki na większe koncerty, organizowane z większym rozmachem? Na pewno jednak, tak zwany show nie może odbywać się kosztem muzyki. To nie może być zasłona dymna przed własną niemocą. Wiele zespołów, niestety z pozytywnym skutkiem, wypycha na scenę jakieś cycate panienki, bo jak wiadomo każdy będzie na nie patrzył, a nie zwróci już uwagi na kiepską muzykę. Nie chcę zapeszać, ale już być może przy okazji naszej najbliższej trasy, pojawi się coś więcej, niż tylko, jak to ująłeś, szmata z logiem zespołu.

-Mało kto pyta obecnie, czego z upodobaniem słucha Piotr Wiwczarek, więc ja pierwszy rzucę kamień...

Niedawno dostałem od Mariusza nowy materiał SCEPTIC i zrobił on na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Oczywiście, bardzo spodobał mi się album, który z gościnnym udziałem znakomitych gości nagrał Maurycy, czyli DIES IRAE (śmiech). Jak to się mówi, z pewną taką dozą nieśmiałości sięgnąłem po nowy CRADLE OF FILTH, jednak muszę przyznać, że to bardzo dobra robota. Kiedyś spotkaliśmy ich na jakimś festiwalu i zastanawiałem się wówczas, kto im te płyty nagrywa. Bardzo się zraziłem i uznałem, że w tym zespole liczy się tylko jak na zdjęciach wychodzi Dani, ale teraz przyszli tam nowi ludzie, którzy wiedzą jak trzymać instrumenty i to zaowocowało świetnym krążkiem. Oczywiście, słucham także dość często nowego MORBID ANGEL. To jeden z tych zespołów, o których wiem, że nigdy mnie nie zawiodą, a ich nowa płyta przypomina mi nieco klimatem 'Blessed Are The Sick". Bardzo podoba mi się także nowy PRIMAL FEAR, może dlatego, że jest tak bardzo "Judasowy", a wiadomo, że ich muzyka jest mi bardzo bliska. Bardzo ciekawy i nowatorski materiał nagrał również IMMOLATION, chociaż słyszałem tylko dwa numery. Co jeszcze? NILE! Prawdziwa rewelacja. Ten zespół ma coś co ma bardzo niewiele zespołów na świecie, jakąś taką ogromną charyzmę, mistycyzm, głębię. Graliśmy z nimi trasę, potem spotkaliśmy się na festiwalu "November To Dismember" w Los Angeles i muszę powiedzieć, że to naprawdę wspaniali, serdeczni faceci, w których, nie ma ani za grosz gwiazdorstwa. Jestem dla nich pełen podziwu. A z rzeczy niemetalowych, słucham czasami nowej Madonny i soundtracku do filmu "Gladiator", który mnie totalnie powalił.

-Na koniec, przyznaj się, co ci w życiu dokucza najbardziej?

Brak czasu! Wieczny brak czasu, mógłbym dodać. Ciało ludzkie jest niestety tak niedoskonale skonstruowane, że musi spać, musi jeść, a tempo życia jest coraz szybsze i czasami ciężko się na zakrętach wyrobić (śmiech).

-Dziękuję za wywiad.

Łukasz Dunaj

[powrót]
 
Strona Główna : Newsy : Biografia : Dyskografia : Zespół : Zdjęcia : Downloads : MP3 : Video : Management : Koncerty : Linki